MAMO, CO SIĘ ZE MNĄ DZIEJE?

I znowu to samo. Coś poszło nie tak, dziki wrzask, nie, nie wiem, nie będę. Pobiegła przed siebie, w jednym bucie, bez koszulki, z widelcem w dłoni. Trzasnęła ręką w fotel, rzuciła się na ziemię, łóżko, materac, przywaliła głową w drzwi, chyba przypadkiem. 18 miesięcy tłustych a teraz… witamy w prawdziwym życiu. Klamka zapadła, dziecko dojrzewa.

Powstrzymałam tłuczenie klockiem w szybę, biszkopt wpadł do herbaty, lala usiadła krzywo na nocniku. Dziecko chciało mojej pomocy, a ja znowu nie zrozumiałam tej przedziwnej logiki, która nakazuje przykrywać kota kuchenną ścierką. Bo przecież mu zimno. Na dworze, na latarni był zawieszony balon, nie zauważyłam go, weszłyśmy do domu. No i te klocki… o mamo, trzymajcie mnie, przecież to tylko wieża runęła, nie cały wszechświat!

Oddycham głęboko, nie mam już sił, to chyba trzydziesty raz dzisiaj a trzysetny w tym tygodniu. Ci, którzy piszą że to normalne, sami są chyba nienormalni. Nie ma, naprawdę nie ma bardziej irytującej rzeczy, niż płacz dziecka. Ten krzyk, kiedy przecież nic wielkiego się nie stało, kiedy wystarczy podnieść, zrobić krok w tył, albo po prostu powiedzieć.

Oddycham głęboko, to nie moja wieża, to nie moja rozpacz. Ale moje dziecko, które jak nigdy wcześniej potrzebuje pomocy. Moje dziecko, pełne uczuć, których nie pojmuje, zagubione i zapłakane. Moje dziecko, które z glutem po kolana woła: mamo, pomóż mi, nie wiem co się ze mną dzieje! Które krzycząc daje znać: hej, nie radzę sobie, ta sytuacja mnie przerasta. Które prężąc się okrutnie, mówi: to dla mnie zbyt wiele, mamusiu, proszę, zrób z tym coś. To nie żaden terrorysta, to mały człowiek, na bardzo ważnym emocjonalnym zakręcie.

Czy żeby być wsparciem, muszę rozumieć problem? Podzielać spojrzenie? Podchodzę powoli, wyciągam ręce. Zdenerwowałaś się tak bardzo, że zrzuciłaś kubek na ziemię – mówię. Wtula się we mnie mocno i momentalnie czuję, jak schodzi z niej ciśnienie. Płakałam, rzuciłam – odpowiada. Za chwilę spróbujemy potupać nogami ze złości albo porobić do lustra rozgniewane miny. Razem oswoimy tego potwora.

Nazwaną złość łatwiej zrozumieć i okiełznać, nie jest to odkrycie psychologicznej ameryki. Dlaczego więc dziecięce emocje tak bardzo chcemy szybko i sprawnie postawić w kącie i zamknąć za nimi drzwi? Jasne, wyjście im naprzeciw nie jest proste, ale budowanie relacji to przecież praca nie tylko nad dzieckiem ale przede wszystkim nad sobą.

Nie ma dobrych ani złych emocji, nie mamy wpływu na to, czy się pojawią. One po prostu są. Nie podlegają krytyce i nie powinny podlegać nagrodom ani karom. Nauczmy dzieci o nich rozmawiać – z szacunkiem dla ich potrzeb, z troską i zainteresowaniem. Bez etykiet, ocen i porównań. Warto!

Ania

 

 

 

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*