O TRUDNEJ SZTUCE WYCHODZENIA Z DOMU

A tak naprawdę o sztuce decydowania o sobie, albo raczej pozostawiania pewnych decyzji dziecku. Podążanie za samodzielnym dzieckiem nie wymaga wielu wyrzeczeń, wymaga za to częstego gryzienia się w język i wielokrotnego liczenia w myślach do dziesięciu. Kiedy dziecko jest gotowe decydować o sobie? Wtedy, kiedy zaczyna to robić. Przymykam się więc i staram się tego nie zepsuć, nawet wtedy, kiedy do wyjścia zostało piętnaście minut.

Moja Pierworodna kilka dni temu po raz pierwszy sama założyła sobie spodnie. Oczywiście oznacza to, że teraz już ZAWSZE będzie chciała robić to sama, co doprowadzi mnie ostatecznie do białej gorączki. Bo dzieje się to zawsze w ukryciu, czasem na lewą stronę, na piżamę albo na ręce i nogi jednocześnie. Nie wiem, naprawdę nie wiem, jak to robi, na wszelki wypadek spodnie zostawiam na koniec.

Kładę na łóżku dwie bluzki, jedną w paski, drugą z kotem – wybór najprostszy z możliwych, pytam którą nakłada i czekam na oklaski. Ta, ta, ta, ta, ta… zmienia zdanie szybciej niż zdąży pokazać które „ta” dotyczy której koszulki. Ta, ta, ta, ta, TATA – gdzie jest tata? No nie wierzę, szukamy teraz taty, po drodze znajdując takie ciekawostki jak klocki, sznurek i stare jabłko. Wszystkie okazują się być bardziej atrakcyjne niż ubrania na kanapie.

ELEGANCJA FRANCJA DLA WSZYSTKICH

Wracamy do pokoju. TOM – mówi ciągnąć za sobą trzecią bluzkę, którą nie wiem kiedy wyciągnęła z szuflady, nie umie porządnie chwycić jednej, więc za tą trzecią ciągnie po ziemi pięć kolejnych. Okej, jak wolisz, oddycham spokojnie i zgarniam rzeczy z podłogi. Nagle… Nie! Wracamy do koszulki z kotem, jezusmaria, taka chciałam być przebiegła, tak szybko i sprawnie ubrać dziecko, przekonane że ubiera się zupełnie samo. W sumie wyszło w końcu na moje, zwierzak na piersi jest, szkoda tylko że nie jesteśmy nawet w połowie a ja cała się już spociłam.

Idę do kuchni, szukam mojej kawy, zimna bo zimna, ale jest. Patrzę na pobojowisko w pokoju i myślę sobie… że ci faceci to jednak muszą mieć do kobiet cierpliwość. Wczoraj przed wyjściem trzy razy zmieniałam spodnie, dwa razy buty i raz kurtkę. A do elegancji francji to mi naprawdę daleko. Czemu więc nie miałabym dać własnej córce prawa do decydowania o tym, jakie gacie założy na tyłek?  Nawet jeśli wkurza mnie jej niezdecydowanie?

MAŁE DECYZJE, WIELKIE SPRAWY

To małe rzeczy, które dla śwata nie mają żadnego znaczenia, a dla dziecka mogą być solidnym fundamentem. Rodzimy się z silną potrzebą autonomii, tyle tylko, że to, co u dorosłego traktujemy zupełnie normalnie, u dziecka staje się fanaberią. Dorosły nie jest pewien, dwulatek wydziwia; dorosły jest zdecydowany, dziecko – terrorysta; mama dosusza suszarką ulubioną bluzkę, córka wymusza; rodzic ma ochotę zjeść na śniadanie tylko jabłko, maluch odstawia żywieniowe cyrki… Mogę tak bez końca, podwójne standardy.

A przecież nie musi tak być. Wystaczy dostrzec małego człowieka, który problemy mierzy swoją miarą. I towarzyszyć mu w podróży, to wcale nie takie trudne.

 

 

2 Comments, RSS

  1. Natalia L. 19 stycznia 2016 @ 21:09

    Ania, ostatnio dużo czytam o tym budowaniu autonomii. Fajnie, że naskrobałaś coś na swoim przykładzie :) W ogóle jestem ciekawa efektów. Mój Tymek powoli zaczyna dojrzewać, więc zastanawiam się jak podchodzić do tych jego pomysłów. Z jednej strony wychowujesz niezależne, świadome siebie dziecko, z drugiej boisz się, że nie postawisz granic w odpowiednim miejscu i będzie problem, bo niby nie powinno „rządzić”, w sensie czuć, że musi wyręczać rodziców w decyzjach, organizacji itp. Tutaj ciekawy artykuł o tym: http://dziecisawazne.pl/jean-liedloff-o-niefortunnych-konsekwencjach-skupiania-sie-na-dziecku/

    • anbien 19 stycznia 2016 @ 22:08

      Wybór koszulki to w moim odczuciu sprawa, o której półtoraroczniak z powodzeniem może decydować, niech czuje się dobrze sam ze sobą, a co tam 😉 Pytam Tosię o zdanie w tych kwestiach, w których faktycznie mogę i chcę brać je pod uwagę. I w których gotowa jestem przyjąć odmowę. Nie zabraniam i nie ucinam głupich pomysłów dla zasady, granice dziecka kończą się tam, gdzie zaczynają się moje – taki truizm, ale każdy człowiek jest inny i inaczej sobie je ustawi, do tego każdy ma przecież lepsze i gorsze dni, nie ma tu chyba gotowców. Są rzeczy, które czasem trzeba zrobić, są moje obowiązki (albo potrzeby!), które chcę zrealizować i które się czasem dziecku nie podobają. Ale rodzicielstwo bliskości to nie unikanie płaczu i trudnych emocji tylko zmiana w komunikacji, tak to widzę. Za każdym razem rozmawiam z Tosią o złości, czy smutku, które nią targają, zawsze jestem blisko, żeby ją przytulić, tłumaczę dlaczego dany pomysł mi się nie podoba, czasem proponuję w zamian jakiś kompromis… i powoli widzę efekty.

      A w odniesieniu do artykułu (bardzo ciekawy!) to u nas wprowadzenie Tosi w rytm rodziny wyszło przypadkiem i bardzo naturalnie. Przez pierwsze miesiące bardzo dużo ją nosiłam i po prostu robiłam swoje. Tak już zostało, ona sama woli raczej przyprawić obiad niż robić lalom jakieś pitu pitu. Rozbijamy się co prawda ostatnio o klocki duplo, które są takie super, że mama też powinna je układać, najlepiej non stop. Ale klocki na szczęście lubię, więc jak mam chwilę to się bawię. Pozdrowienia dla Tymka!

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*