KOCIA MAMA DWULATKA

lemonkot

Początki były słodkie. Zabawy, mizianki, wspólna poduszka… Nie zakładaliśmy nawet innego scenariusza. Pewnie, obserwowaliśmy tę dwójkę, ale wiedzieliśmy, że wszyscy razem stanowimy rodzinę i że się dogadamy. Czasy, kiedy dziecko było mniejsze od kota a kot szybszy od dziecka minęły jednak prędko i bezpowrotnie. A ochronna bariera coraz częściej potrzebna jest zwierzakowi. 

Każdy rodzic staje w końcu przed tym  problemem, choć niektórzy, jak na przykład ja, naiwnie wierzą że ich dziecko „takie nie będzie”. Bo przecież w naszym domu nikt nie ciągnie kota za ogon ani nie próbuje wyrywać mu łap. Przekazujemy wzorce miłości, czułości, szacunku, takie zwierzęce rodzicielstwo bliskości. A nagle szok, niedowierzanie, Elmirka w akcji.

Tu nie chodzi nawet o takie codzienne wypadki przy pracy, każdemu dziecku zdarzy się zbyt energicznie pogłaskać kota, zresztą, ja w takich sytuacjach nie zawsze nawet reaguję – kot jest w stanie sam wyjaśnić dziecku, że tym razem przesadziło. To, co się u nas wykluwa to przedziwne metody tortur, których kocia mama nie może zaakceptować. Okrzyk bojowy towarzyszący przytulaniu zwierzaka to nie jest przecież coś normalnego.

MOJE DZIECKO TAKIE NIE JEST

Kiedy byłam w ciąży niektórzy sugerowali pozbycie się kota, wiadomo, dla bezpieczeństwa, koty duszą noworodki, odgryzają im uszy i wydrapują oczy. Ale dziecka się nie pozbędę, te dwa lata kosztowały mnie naprawdę dużo wysiłku, energii i nieprzespanych nocy.

Zaczęłam obserwować i szukać przyczyn. Pewnie, można dziecko i koty pozamykać w osobnych pokojach, opcjonalnie porozstawiać po kątach, ale to rozwiązanie doraźne i w gruncie rzeczy kiepskie. Bo wszyscy domownicy w końcu i tak znajdą się w jednym pomieszczeniu a dziecko im starsze tym sprytniej potrafi zorganizować się tak, żeby kot milczał a mama nie widziała. A ja nie chcę, żeby mama nie widziała, tylko żeby dziecko wiedziało. Wiedziało co jest dobre a co złe i że zwierzę to żywe stworzenie, które też czuje.

DZIECKO WYSPANE, DZIECKO ROZUMNE

Wczoraj Tosia podeszła do kota, krzyknęła „bam bam”, zamachnęła się i… wyhamowała. Pogłaskała i dała zwierzakowi buziaka. Widziałam, jak zaraz po podniesieniu ręki skupia się, jak jej zwoje w mózgu szaleją i jak szuka w pamięci czegoś, co ładujemy tam od tygodni. Cały schemat powtórzyła trzy razy, przy trzecim powstrzymywała się ostatkami sił, na czwarty nie pozwoliłam.

Dziecko wyspane i najedzone to dziecko rozumne. Kocha zwierzęta i doskonale rozumie co lubią, a czego nie. Rozumie, że przytulanie jest dobre a walenie w łeb złe. Dziecko zmęczone i głodne nie rozumie niczego – i nie chodzi tu przecież wyłącznie o kwestię opieki nad zwierzętami. Problem pojawia się więc u nas czasem wieczorami, czasem przed drugim śniadaniem i drzemką a rozwiązanie przynajmniej teoretycznie jest proste. Kota odesłać do miski a dziecko położyć spać. Jak tylko otworzy oczy znów będzie sama słodycz.

ENERGIA Z KOSMOSU

Tosia zaczęła ostatnio męczyć koty, wydawało mi się, zupełnie bez powodu. O różnych porach dnia, w różnych sytuacjach, w efekcie każde zbliżenie się do zwierzaków wzbudzało moją czujność, robiło się nerwowo i nieprzyjemnie. Olśnienie przyszło niespodziewanie. Dziecko skakało po kotach, kiedy… potrzebowało zabawy. I to takiej porządnej, z łaskotkami, przepychankami i dziką gonitwą. Swoje niedostymulowanie przenosiło na zwierzęta. Nadmiar energii nie mogąc znaleźć sensownego ujścia trafiał w najbliższy żywy cel. Zresztą, nadal zdarzy się że trafi. Tyle że wiem już że w pewnych sytuacjach szkoda czasu na rozmowy o tym, „co czują kotki”. Czasem lepiej pobawić się w galopujące konie. A 10 minut poświęcone w całości dziecku działa dużo lepiej niż ratowanie kota co 10 sekund.

Nie bez znaczenia jest też źródło pozyskanej energii. Zupa jarzynowa inaczej wpływa na relacje dziecko-kot niż czekoladowy mikołaj albo biszkopty. Jasne, w diecie dziecka słodyczy nie powinno być wcale, życie jest jednak czasem sprytniejsze niż matka i efekty są jakie są.

PAMIĘĆ DOBRA, ALE KRÓTKA

No i ostatecznie dziecko jest dzieckiem. To że zwierzę w domu to nie zabawka, tylko odpowiedzialność… to dla małęgo człowieka abstrakcja. Wiedza czysto teoretyczna, która wydaje się jednym uchem wpadać a drugim wypadać. Dziecko dużo rozumie, ale zapomina. A nawet jak pamięta, działa czasem szybciej niż zdąży sobie cokolwiek przypomnieć.

Z czasem będzie lepiej, musi być, jesteśmy przecież rodziną, na pewno się dogadamy. Z czasem dziecko będzie traktować zwierzęta dokładnie tak, jak my, bacznie nas przecież obserwuje i chłonie każde nasze zachowanie.

Staram się o tym pamiętać, szczególnie wtedy, kiedy witają mnie potłuczone doniczki i szczątki upolowanej w akwarium rybki.

Ania

One Comment, RSS

  1. Magdalena 5 stycznia 2016 @ 17:59

    Ooo, dzięki, że podzieliłaś się obserwacją o potrzebie rozładowania energii :) Spróbujemy u nas!

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*